Osocze naprawdę bogatopłytkowe – czyli o skuteczności tego zabiegu

16
fot. Triclinium

Osocze bogatopłytkowe jest najbardziej naturalnym zabiegiem medycyny estetycznej. Jego skuteczność jest potwierdzona naukowo, mimo to zdarza się, że pacjenci uważają, że nie widzą po nim znacznych efektów. Jak więc prawidłowo pozyskiwać i podawać osocze bogatopytkowe oraz w jakim celu wykonywać ten zabieg?

Prawdziwe wskazania do zabiegu osoczem bogatopłytkowym

Mezoterapia osoczem bogatopłytkowym jest jednym z najlepszych zabiegów rewitalizujących skórę. Osocze bogatopłytkowe jak żadna inna substancja działa stymulująco na komórki, usprawnia ich pracę i nakłania do szybszej wymiany. Jest dla nich jak paliwo. Wszystko za sprawą płytek krwi zawartych w osoczu, które wywołują naturalne reakcje fizjologiczne, przyspieszające gojenie się ran i prawidłową regenerację skóry. Powodują one po doznanym urazie nie tylko krzepnięcie krwi, ale również silnie stymulują sąsiednie tkanki do odbudowy uszkodzonej skóry.

Takie procesy zachodzą w naturalny sposób zarówno u młodej jak i u dojrzałej osoby. Jednak „rozleniwiony”, straszy organizm reaguje słabiej i dlatego potrzebuje silniejszego bodźca, który wywoła podobne efekty jak po urazie, czyli zmobilizuje go do szybkiego działania i aktywowania procesów naprawczych. W takich przypadkach można postarać się, aby do tanki dotarło więcej płytek krwi, które przyśpieszą regenerację skóry i wymianę komórkową. Po to właśnie wymyślono ten zabieg.

Osobiście mezoterapię osoczem bogatopłytkowym radzę wykonywać w terapii skojarzonej, łącząc tę metodę z innymi, bardziej inwazyjnymi zabiegami. Dzięki temu można dużo lepiej wykorzystać działanie osocza bogatopłytkowego w odmładzaniu. Samo podanie preparatu i zachęcenie komórek do działania nie daje spektakularnych efektów odmładzających, nie wyprostuje zmarszczek, nie zliftinguje skóry, ani nie usunie rumienia czy przebarwień. Po prostu służy ono do czegoś innego. Jednak w połączeniu z innymi zabiegami medycyny estetycznej daje nieocenioną wartość, bez której efekty są słabsze. Można więc wytworzyć mocny bodziec termiczny np. za pomocą lasera frakcyjnego lub frakcyjnej radiofrekwencji mikroigłowej, który sprawi, że tkanka będzie podrażniona, wytworzy się rana, a więc fibroblasty zostaną zasymulowane do produkcji kolagenu i elastyny. I tutaj dopiero pojawia się pole do popisu dla osocza bogatopłytkowego, które w połączeniu z tymi zabiegami pozwala uzyskać nie tylko lepsze efekty odmładzające, ale i skraca czas rekonwalescencji oraz gojenia się skóry. Najbardziej optymalny schemat postępowania w terapii skojarzonej to w pierwszej kolejności ostrzykiwanie skóry osoczem boagatopłytkowym, które przygotuje organizm do sprawniejszego działania, a następnie po tygodniu zastosowanie mocnego zabiegu w połączeniu z ponownym podaniem osocza, które tym razem pomoże skórze szybciej się goić i regenerować.

U osób młodych osocze bogatopłytkowe powinno być stosowane, jako jeden z pierwszych zabiegów profilaktycznych, który chroni przed starzeniem się skóry. Uzyskane za pomocą tej metody efekty rewitalizacji skóry są silniejsze niż po koktajlach witaminowych. Efekt minimum, jaki gwarantuje, to świeżo wyglądająca, promienna twarz (co widać do 3 tygodni po zabiegu).

Liczą się przede wszystkim płytki krwi

Mimo zalet zabiegu zdarzają się pacjentki, które miały w innym gabinecie robione osocze bogatopłytkowe i są zawiedzione, bo zabieg okazał się nieskuteczny. Ich niezadowolenie wynika zwykle stąd, że ich oczekiwania były inne tzn. myślały, że zabieg je odmłodzi i nikt ich nie wyprowadził z błędu lub co gorsze sam je w niego wprowadził. Są też pacjentki, które znały prawdziwe wskazania do zabiegu, ale osocze, które im podano wcale nie było bogatopłytkowe, a to jest przecież podstawowy warunek skuteczności zabiegu – aby stężenie płytek krwi w podawanym w skórę preparacie było odpowiednio wysokie. Tylko jak to osiągnąć?

Odpowiednie stężenie

Odwirowując krew rozdzielamy ją na trzy frakcje: czerwoną (czerwone płytki krwi), przezroczysto-żółtawą (osocze) i warstwę właśnie z płytkami krwi pomiędzy. Z 10 ml pobranej krwi, płytki krwi to zaledwie 0,3 ml, co wystarcza tylko na ostrzyknięcie obszaru wielkości paznokcia. Dlatego często rozcieńcza się płytki krwi osoczem i wszystko zależy od tego, w jakich proporcjach to zrobimy. Jeśli płytki krwi rozcieńczymy całym uzyskanym z odwirowania osoczem (czyli np. z 10 ml krwi do 0,3 ml płytek dociągniemy 4-5 ml osocza) to nie będzie to już osocze bogatopłytkowe tylko osocze o zwykłym stężeniu płytek krwi. Takie osocze, owszem, zadziała na skórę, ale nie będzie tak skutecznie jak stężone. A byłoby nim, gdyby do tych 0,3 ml płytek krwi dodać nie 4 ale najwyżej 1-2 ml osocza.

Odpowiedni sprzęt

Często się też zdarza, że robiący zabiegi dysponują nieodpowiednimi probówkami. Chodzi tu zarówno o bezpieczeństwo (a więc zawsze niech będą to zestawy z certyfikatem), jak i optymalizację probówek pod względem odseparowania osocza.

Wyobraźmy sobie, że ktoś wiruje krew w zwykłej 10 ml probówce. Warstwa leukocytarno-płytkowa pomiędzy erytrocytami a osoczem jest tak cienka, że prawie w ogóle jej nie widać i w związku z tym naprawdę bardzo trudno jest ją pobrać, jest to wręcz niemożliwe technicznie. W efekcie w ogóle nie mają jak odseparować i pobrać płytek krwi. Pobierają więc samo osocze, ale jego wartość jest marna, bo jest ono pozbawione płytek krwi.

Dlatego do tego zabiegu najlepsze są probówki profilowane, z przewężeniami lub zestawem kanalików do precyzyjnego odseparowania płytek krwi. Sam pobieram krew przy pomocy zestawu Prolo 30 – to specjalna probówka o objętości 30 ml, z rurką-przewężeniem, w którym zbierają się płytki krwi. Tu kożuszek płytek krwi jest dobrze widoczny, bo krwi jest więcej, w dodatku konstrukcja probówki jest taka, że łatwo tę część wydzielić i pobrać. Taka próbówka jest droższa, ale też zabieg z jej użyciem jest naprawdę skuteczny.

Poza tym proces wirowania nie może być ani zbyt szybki (żeby nie doszło do uszkodzenia płytek krwi), ani zbyt wolny (bo wtedy nie nastąpi prawidłowe odseparowane składników krwi). Na jakość separacji ma wpływ kąt wirowania. Najlepiej jeśli w wirówce próbówki ułożone są horyzontalnie, gdyż siła dośrodkowa działa równolegle do długiej osi probówki. W wirówkach kątowych próbówka jest wirowana pod kątem 20-30 stopni i to już daje gorszy efekt. Wirówki horyzontalne są dwa razy droższe od kątowych. One również wpływają na cenę i jakość zabiegu.

Szybkość podania i technika wstrzyknięcia

Kolejna sprawa – preparat trzeba podać jak najszybciej (najlepiej do 20 minut od pobrania krwi, maksymalnie do pół godziny). To dlatego, że żywotność stymulatorów w preparacie jest krótka. Ważna jest też technika wstrzyknięcia. Stosowane są trzy sposoby podania – igłą, pistoletem i przez wklepywanie w skórę. Najmniej komfortowe, choć najskuteczniejsze, jest podawanie igłą, choć osocze ma skłonność do wytryskiwania ze strzykawki, a część wypływa po wyjęciu igły ze skóry, i w ten sposób, oceniam, na 5 ml preparatu marnuje się ok. 1 ml. To i tak niewielka strata. Przy stosowaniu pistoletu wykorzystuje się połowę preparatu, bo reszta rozlewa się po skórze. Metoda wklepywania, choć najbardziej komfortowa i ostatnio modna po zabiegach typu dermapen, dermaroller, czy laserze frakcyjnym, marnuje jeszcze więcej osocza (powiedziałbym nawet, że większość). To, co w osoczu „działa” to są płytki krwi, które podane do tkanki aktywują się i uwalniają czynniki wzrostu. Ta aktywacja następuje wskutek kontaktu preparatu z fibroblastami. Można też podać przed wstrzyknięciem do osocza chlorek wapnia, który jest aktywatorem, ale nie jest to niezbędne. Kolejna sprawa – preparat trzeba podać jak najszybciej (najlepiej do 20 minut od pobrania krwi, maksymalnie do pół godziny). To dlatego, że żywotność stymulatorów w preparacie jest krótka. Z racji krótkiego żywota aktywnych płytek krwi bezsensowne są wszelkie kremy na bazie osocza, które coraz częściej gabinety oferują pacjentom po zabiegu.

dr Marek Wasiluk
Dr Marek Wasiluk
Specjalista medycyny estetycznej. Prekursor wielu metod leczenia. Jedyny Polak z tytułem Msc in Aesthetic Medicine, który zdobył kończąc z wyróżnieniem prestiżowe studia w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na elitarnym uniwersytecie Queen Mary University of London. Właściciel warszawskiego Centrum Medycyny Nowoczesnej Triclinium (www.triclinium.pl). Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książki pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic”.

N-Symbiosis