Masaż twarzy – czy alternatywa dla medycyny estetycznej? 

26
fot. Pixabay

W pogoni za młodością miliony ludzi poddaje się zabiegom medycyny estetycznej, które nie tylko niosą ze sobą szereg powikłań, ale mogą także stać się realnym zagrożeniem dla zdrowia. Czy istnieje alternatywa, która nie naraża naszego zdrowia i wyglądu?

Zabiegi medycyny estetycznej kiedyś zarezerwowane jedynie dla osób z pierwszych stron gazet, dziś stały się ogólnie dostępne i w zasadzie każda pracująca osoba jest w stanie, od czasu do czasu, zafundować sobie medyczne poprawienie urody. Kolorowe czasopisma, telewizja i portale społecznościowe kreują w nas potrzebę bycia wiecznie młodymi, a oznaki starzenia się skóry stały się dla wielu równoznaczne z oznakami ciężkiej choroby. Przekonuje się nas, że wypełniacze czy toksyna botulinowa to zabiegi w pełni bezpieczne, którym najlepiej poddawać się już we wczesnej młodości. Niejednokrotnie w literaturze można znaleźć zalecenia, by botoks wykonywać już ok 22 – 25 roku życia, zapobiegając tym samym tworzeniu się zmarszczek mimicznych. Botoks i wypełniacze stały się dziś niemal tak popularne, jak zabiegi kosmetyczne.

Wbrew temu, co usłyszeć można w popularnych programach telewizyjnych, zabiegi medycyny estetycznej nie tylko niosą ze sobą szereg powikłań, i to wcale nie aż tak rzadkich, ale mogą także stać się realnym zagrożeniem dla zdrowia. Każdy chyba widział zdjęcia celebrytów, którzy przesadzili z takimi, czy innymi zabiegami, lub też trafili w nieodpowiednie ręce i przypłacili to ubytkami w wyglądzie. Coraz częściej tego rodzaju „wypadki przy pracy” zdarza mi się spotykać w gabinecie. Rzeczą, która jednak niepokoi daleko bardziej, jest wyraźne uzależnianie się coraz większej liczby osób od zabiegów estetycznych. Kreowana w mediach utopijna wizja doskonałego ciała i nieskazitelnej twarzy powoduje, że samych siebie zaczynamy postrzegać niczym w krzywym zwierciadle. Krok po kroku dajemy się wciągnąć w spiralę poprawiania urody i korygowania często nieistniejących defektów. Każdy kolejny zabieg daje nam chwilową satysfakcję z tego, że zrobiliśmy coś dla siebie. Nasz mózg zaczyna wtedy wytwarzać związki chemiczne podobne do tych, jakie powstają przy zażywaniu środków odurzających. Tak rodzi się uzależnienie. Zaczynamy tracić realny osąd, a każda uwaga ze strony osób bliskich traktowana jest jak atak. Należy również podkreślić, że znaczący wpływ na to zjawisko mają kreowane w mediach, nierealne wzorce urody. Obserwując celebrytów tworzymy w sobie przekonanie, że wygląd jest kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie życia.
Takie przekonanie coraz częściej ma również młodzież. Zdarzały mi się sytuacje, w których nastolatki przyznawały się do odkładania pieniędzy na poczet przyszłego poprawiania urody. I nie było to w nich powodowane próżnością, a realną obawą o własną zawodową przyszłość. Presja dążenia do ideału, powszechne skupienie na fizyczności i wyglądzie sprawiają, że ludzie zaczynają widzieć defekty tam, gdzie ich nie ma i skupiać na nich całą swoją uwagę. W ten sposób może rozwinąć się poważne zaburzenie psychiczne nazywane dysmorfofobią, na temat którego pojawia się coraz więcej publikacji.
Uzależnienie to tylko jeden z efektów nadmiernego korzystania z zabiegów medycyny estetycznej. Skupiłam się na nim, ponieważ wpływa na całe życie człowieka. Istnieje jednak również szereg innych skutków ubocznych i powikłań, i to wcale nie chwilowych.
Najpopularniejszym zabiegiem poprawiającym urodę są zastrzyki z toksyny botulinowej. Botoks ma za zadanie paraliżować mięśnie poprzez zahamowanie uwalniania acetylocholiny. To ona jest odpowiedzialna za przekazywanie impulsów nerwowych do mięśni. Unieruchomienie mięśni powoduje, że wygładzeniu ulegają mimiczne zmarszczki. Jeśli jednak zostanie użyta zbyt duża dawka botuliny, może wystąpić efekt maski, czyli silne upośledzenie mimiki twarzy. Taka twarz nie wyraża praktycznie żadnych emocji. Oczywiście, jest to efekt przejściowy, nie mniej może on bardzo utrudnić życie. W ekstremalnych sytuacjach, jak podają lekarze, może dojść nawet do utrudnienia mowy czy kłopotów z widzeniem. Inne powikłania to m.in. bóle głowy, bóle twarzy, nudności, objawy grypopodobne, a także osłabienie mięśni.

W ostatnich latach w czasopismach naukowych (Journal of Biomechanics i Journal of Neuroscience) pojawiły się doniesienia o możliwym, dużo poważniejszym wpływie botoksu na mięśnie. Wcześniej uważano, że po zaprzestaniu działania toksyny powracają one do swojej normalnej aktywności. Wspomniane artykuły wskazują jednak, że tak nie jest. Mięsień, który przestaje pracować, kurczy się i stopniowo zanika, a braki tkanki mięśniowej zastępowane są tkanką tłuszczową. Oczywiście, nie dzieje się to po jednorazowym zabiegu, jednak niewiele mówi się o konsekwencjach wieloletniego stosowania botuliny. Zanik mięśni doprowadza w konsekwencji do zaburzenia owalu twarzy i poważnego spadku elastyczności skóry.

Bardzo poważnym jest również doniesienie naukowe o tym, że toksyna nie działa, jak wcześniej uważano, jedynie miejscowo. Odkryto, że w niewielkich ilościach może przemieszczać się między komórkami nerwowymi i negatywnie oddziaływać na ośrodkowy układ nerwowy. Jest o oczywiście zależne od dawki, częstotliwości podawania i czynników indywidualnych, nie mniej przekonanie o jedynie miejscowym działaniu botoksu jest nieprawdziwe.

Drugą grupą zabiegów najczęściej stosowanych jest podawanie tzw. wypełniaczy. Najpopularniejszym jest kwas hialuronowy, ale stosowane są również m.in. własna tkanka tłuszczowa, kolagen, hydroksyapatyt-Ca, kwas polimlekowy, hydrożel poliakryloamidowy i inne. Zabiegi mają na celu zwiększyć objętość tkanek twarzy, przywrócić jej symetrię, usunąć defekty estetyczne, czy wypełnić blizny. Każdy z tych zabiegów niesie ze sobą również skutki uboczne i szereg możliwych powikłań. Należą do nich krwiaki, świąd, nierównomierne rozmieszczenie materiału wypełniającego, miejscowa nadwrażliwość, ale również asymetria twarzy, długotrwały obrzęk, pojawienie się ziarniniaków, niedrożność żylna czy zatorowość tętnicza. Zatorowość powoduje martwicę tkanek, o czym dość głośno było w ostatnim czasie w mediach. Z kolei ziarniniaki mogą pojawiać się nawet do kilku lat po zabiegu, są bardzo trudne w leczeniu i powodują czasem trwałe oszpecenie.

Czy istnieje zatem alternatywa dla tego rodzaju zabiegów? Rozwiązanie, które nie naraża naszego zdrowia i wyglądu? Takim rozwiązaniem są masaże twarzy i zaawansowane terapie manualne.
Historia masażu to historia ludzkości. Jego kolebką są Indie i Chiny, gdzie w starożytności był elementem rytuałów religijnych, dopiero setki lat później zaczęto uważać go za zabieg leczniczy.
W kulturze azjatyckiej masaże twarzy były elementem codziennych rytuałów pielęgnacyjnych. W Europie profesjonalne masaże twarzy pojawiły się na początku XX wieku. Opracowywali je ówcześni dermatolodzy traktując masaż, jako element kuracji leczniczej (np. masaż Jacqueta). Zastosowanie kosmetyczne było dla nich drugorzędne. Mniej więcej w tym samym czasie swoje autorskie masaże wprowadzały czołowe postacie branży kosmetycznej, m.in. Helena Rubinstein czy Elizabeth Arden. Wraz z rozwojem wiedzy dotyczącej anatomii i fizjologii, a także procesów starzenia skóry masaże twarzy były udoskonalane, zmieniane i coraz bardziej zaawansowane.
Podstawą skutecznej pracy z masażem jest dobra znajomość anatomii twarzy. Należy pamiętać, że mięśnie mimiczne co najmniej jednym z przyczepów łączą się ze skórą. Ich prawidłowe napięcie w znacznej mierze determinuje nasz wygląd. Poprzez masaż możemy wpływać zarówno na skórę, jak i na mięśnie, a także układ nerwowy i krwionośny. Oddziałując na skórę w trakcie masażu usuwamy z powierzchni naskórka martwe komórki, wykonując swoisty peeling. Masaż usprawnia działanie gruczołów łojowych, poprawia przepływ krwi i limfy w naczyniach skórnych, dzięki czemu z jednej strony pomaga dostarczyć komórkom substancje odżywcze, a z drugiej wpływa na lepsze odprowadzenie zbędnych produktów metabolizmu. Znacznej poprawie ulega również ukrwienie tkanki mięśniowej. Zależnie od zastosowanych technik masaż może wpłynąć na zwiększenie napięcia mięśniowego lub rozluźnienie przykurczów tam, gdzie to potrzebne.
Najbardziej zaawansowane masaże twarzy potrafią w ciągu jednej sesji ująć lat masowanej osobie. Odpowiednio dopracowane techniki, precyzja wykonania i systematyczność przynoszą spektakularne i długotrwałe efekty bez skutków ubocznych. Do takich masaży należą m.in. masaż transbukkalny i Kobido.
Masaż transbukkalny został opracowany przed doktora Sergeya Shchurevicha, znanego na całym świecie rosyjskiego lekarza, który inspirował się pracą francuskiej terapeutki Joëlle Ciocco. Zabieg ten polega na pracy zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz jamy ustnej, zwłaszcza na mięśniach strefy policzków i bruzdy nosowo – wargowej. Ma on szczególne zastosowanie w przypadku przemieszczenie się tkanki tłuszczowej w dolne partie twarzy i towarzyszącego temu zwłóknieniu. Masaż wyraźnie spłyca zmarszczki wokół ust i bruzdy nosowo wargowej, działa mocno liftingująco na dolne i środkowe obszary twarzy, a w konsekwencji na cały jej owal. Przywraca przy tym napięcie i elastyczność mięśni. Duże znaczenie ma również fakt, że masaż transbukkalny może być terapią u osób po wylewach, operacjach stomatologicznych czy zastojach limfatycznych.
Obok opisanego masażu doktor Shchurevich ma na swoim koncie również masaż dermoplastyczny i mioplastyczny, które stanowią doskonałe uzupełnienie terapii transbukkalnej.

Drugim zabiegiem, o którym nie sposób nie wspomnieć jest Kobido, uważany za najtrudniejszy i najbardziej zaawansowany masaż na świecie. Jego historia sięga XV wieku, a legenda głosi, że powstał w wyniku najpierw rywalizacji, a potem współpracy dwóch japońskich mistrzów, którzy konkurowali ze sobą chcąc stworzyć najdoskonalszy masaż na potrzeby cesarzowej. Dziś najważniejszą postacią stojącą za tą techniką jest dr Shogo Mochizuki. Autentyczne Kobido na całym świecie praktykowane jest przez niecałą setkę uczniów. Wystarczy jednak znajomość kilkudziesięciu elementów, by z powodzeniem wykonywać zabiegi o efektach porównywalnych do efektów zabiegów estetycznych. W początkowym etapie wykonuje się ruchy wygładzające i relaksujące. Ma to na celu odblokowanie przepływu energii i rozluźnienie napięć, które powodują zmarszczki i zaburzają symetrię twarzy. W kolejnych etapach stosuje się drenaż, który odtoksycznia komórki skóry i przyspiesza ich regenerację. Najbardziej „widowiskowy” jest etap stosowania szybkich, dynamicznych technik polegających na podbieraniu, ugniataniu i oklepywaniu tkanek. Szybkie ruchy palców są intensywne, a ich rolą jest uzyskanie efektu liftingu twarzy. Ostatnim z etapów jest akupresura. Efekty obserwowane po sesjach Kobido to m.in. uniesienie policzków i związana z tym poprawa owalu twarzy, spłycenie zmarszczek, wypłycenie bruzdy nosowo – wargowej, podniesienie opadającej powieki, zniwelowanie opuchlizny pod oczami. Mimo bardzo intensywnych technik masaż ten głęboko relaksuje, pomaga wyeliminować również napięcia związane ze stresem, łagodzi bóle głowy, pomaga zniwelować objawy bruksizmu i napięciowe bóle karku. Regularnie wykonywany zabieg pozwala uzyskać efekt wypoczętej i odmłodzonej twarzy, bez zaburzania jej naturalnych rysów. Pisząc o zaawansowanych technikach manualnych należy również wspomnieć o Zoga Face Integration. Metoda ta polega na równoważeniu napięć mięśni mimicznych, dekoltu i czepca. Dzieje się to poprzez manipulację mięśniami mimicznymi i strukturami powięziowymi w tych rejonach. Ogromną rolę odgrywa tu podkreślanie integralności wszystkich obszarów ciała. Wszystkie elementy są od siebie zależne, dlatego nie można traktować twarzy w oderwaniu od reszty. Podstawą jest precyzyjna znajomość anatomii. Należy dobrze poznać przyczepy, kierunek przebiegu mięśni czy relacje mięśni i kości względem siebie. Drugim niezbędnym elementem jest umiejętne odczytywanie napięć mięśniowych, bo to one w dużej mierze decydują o wyglądzie naszej twarzy. Ogromne znaczenie ma tu choćby ułożenie głowy względem reszty ciała.
Niwelowanie objawów starzenia skóry nie musi oznaczać walki z ciałem i naturą. Techniki manualne i zaawansowane masaże w rękach dobrze przygotowanych specjalistów pozwalają na osiąganie efektów porównywalnych do rezultatów zabiegów estetycznych, z tą różnicą, że nie są obciążone powikłaniami i efektami ubocznymi. Jedyne, co można dodatkowo otrzymać to dobre samopoczucie spowodowane zrównoważeniem przepływającej przez nas, życiowej energii. Kluczem jest tu traktowanie człowieka jako całości, zwracanie uwagi na jego dobrostan, a nie skupianie się jedynie na oznakach upływu czasu.

Marta Zielińska
Pedagog, kosmetolog, specjalista trychologii, dyplomowany psychodietetyk. Wieloletni wykładowca w szkołach policealnych i państwowy egzaminator w zawodzie Technik usług kosmetycznych. Zwyciężczyni konkursu Kosmetyczka Roku 2018.